piątek, 22 sierpnia 2014

Rozdział 13

~Rose~

Obudziłam się jeszcze przed budzikiem. Spojrzałam na zegarek 6.00. Dziwne. Nigdy nie budziłam się o tak wczesnej porze, a zwłaszcza o równej godzinie. Zmarszczyłam brwi i położyłam się z powrotem. Zamknęłam oczy, kiedy usłyszałam jakiś dźwięk. Jakby ktoś jeszcze był w pokoju. Szybko otworzyłam oczy, usiadłam i spojrzałam  tamtym kierunku. Stanęłam na równych nogach i patrzyłam na osobę, która znajdywała się w moim pokoju. Chciałam go już zaatakować, kiedy zabrał głos.
- Zaczekaj - spokój jego głosu była dziwna. Wyszedł z cienia. - Jestem Collin. Collin Fray.
- Czego chcesz? - zapytałam wciąż gotowa do ataku.
- Pogadać. Przyrzekam. - opuściłam rękę, jednak nadal byłam czujna.
- Co cię sprowadza? - usiadłam na łóżku a on zajął miejsce przy biurku.
~Dan! Dan! - wołałam chłopaka
~ Rose? Jest 6.00 rano.
~ Gówno mnie to obchodzi, jest u mnie Collin. 
~ Czekaj, co? Co on tam robi? 
~ Chce pogadać, przyjdź, ale przez okno. 
~ Dwie minuty. - spojrzałam na mężczyznę, który mi się przyglądał.
- Chcę wam pomóc - mówi w końcu. marszczę brwi.
- Jaki jest twój cel w tym? Nie powinieneś swoim pomagać?
- Powinienem - przyznaje, jednak przerywa mu pojawienie się Dana. Chłopak podszedł do mnie i usiadł obok. - Witaj Dan, jak miło, że wpadłeś.
- O tobie nie mogę powiedzieć tego samego - mówi, na co Collin zaczyna się śmiać.
- Do rzeczy - mruczę.
- Tak, tak. Przychodzę do ciebie, teraz to do was, bo jest pewna sprawa. Jak wiecie próbują zdobyć kogoś z was. Coraz to kolejnych uczniów z waszej szkoły przeciągają na swoja stronę. Chcę, abyście nie mówili i nie pokazywali nikomu co potraficie. Tylko we własnych kręgach. Często osoby, które są najbliżej potrafią skrzywdzić najbardziej. - powiedział, a po chwili już go nie było. Co to miało znaczyć? Czy nie możemy ufać już nawet naszym najbliższym?

~Zayn~

- Cześć - Rose obdarzyła mnie uśmiechem dzisiejszego poranka.
- Cześć, Rosie - przyciągnąłem ją do siebie i musnąłem jej usta, na co dziewczyna lekko zachichotała. Była urocza.
- Jak tam? - czasem jej beztroska jest zabawna, ponieważ potrafi żyć normalnie w trudnych chwilach.
- Hmm... mam propozycję - mruknąłem obejmując ją w talii.
- Brzmi ciekawie - wtuliła plecy w mój tors.
- Co powiesz, żebyśmy gdzieś dzisiaj razem wyskoczyli? To znaczy pewnie nas za bramę nie wypuszczą, ale nie szkodzi.
- Proponujesz mi randkę? - zapytała odwracając się do mnie przodem i podnosząc głowę do góry.
- Yhym - mruknąłem i potarłem nosem o jej nos. Cichy śmiech wydobył się z tych malinowych ust, które tak kochałem.
- Z przyjemnością - musnęła moje usta, kiedy usłyszeliśmy dzwonek. Jęknąłem niezadowolony. Zaczęła się śmiać i pociągnęła do klasy. Cóż uleczanie mam w małym palcu, jednak to na pewno nie jest ulubiony przedmiot mojej dziewczyny.
- Dzisiaj będziemy w parach robić wywary lecznicze. Proszę o samodzielne podzielenie się na dwójki. - odezwał się profesor, spojrzałem na dziewczynę, która uśmiechnęłam się do mnie słodko. Podobno jestem asertywny, podobno.
- Tak, Rose będę z tobą. - powiedziałem, na co dziewczyna zaczęła się śmiać.
- To brzmiało, jakbyś właśnie powiedział mi, że zgadzasz się ze mną być. - powiedziała i znów zaczęła się śmiać.
- Czasem się zastanawiam, czy ty taka głupia to serio jesteś. - mruknąłem, na co ta dmuchnęła mi powietrzem prosto w twarz. Spojrzałem na nią rozbawiony. Odwróciła się w stronę okna.
- Obraziłaś się? - zapytałem, jednak odpowiedzi nie uzyskałem - Rosie, kochanie - znów nic. Podszedł do nas profesor. Postawił przede mną składniki.
- W porządku? - zapytał dziewczyny, która jedynie lekko się uśmiechnęła i pokiwała głową. Odwrócił się i poszedł dalej. Póki zdążyłem złapałem dziewczynę w pasie i przyciągnąłem do siebie wpijając się w jej słodkie usta. Na początku nie chciała odwzajemnić, kiedy chciałem się już odsunąć przyciągnęła mnie bliżej odpowiadając na każdy pocałunek. Poczułem coś dziwnego jakby parę wodą. Oderwałem się od dziewczyny i zobaczyłem, że przed nami się owa tworzy.
- Przepraszam - spojrzała w moje oczy z iskierkami, które kocham najbardziej. Nic nie mówiąc uśmiechnęła się i znów wpiła w moje usta. Po kilku chwilach oderwaliśmy się od siebie. Ta szybko usunęła parę i usiadła prosto. Wiele par oczu wpatrywało się w nas. Cóż musieliśmy wyglądać co najmniej dziwnie. Rose miała słodkie rumieńce na twarzy i roześmiane oczy. Ja pewnie nie wyglądałem lepiej.
Zabraliśmy się do pracy i pod koniec lekcji oddaliśmy napar.
- Znakomity - powiedział profesor, na co uśmiechnąłem się lekko.
Wyszliśmy z klasy trzymając się za ręce. Kiedy tylko spotkaliśmy przyjaciół moja dziewczyna została przez nie dosłownie porwana. Stanąłem z chłopakami przy parapetach, gdzie często siedzieliśmy.
- Czy tylko z moją dziewczyną jest dzisiaj coś nie tak? - zapytał Liam, a ja pokręciłem głową.
- Rose też się dziwnie zachowuje, trochę jak nie ona. - mruknąłem.
- Ale nie żeby mi to przeszkadzało - zaśmiał się przyjaciel. Lekko się uśmiechnąłem potwierdzając to co on ma na myśli.

~Rose~ 

- To kretyństwo - mruknęłam - Zayn powiedział, że zastanawia się czy ja serio taka głupia jestem.
- Ale źle nie było co? - Jen zaczęła się śmiać, tak to jej kretyński pomysł. Wymyśliła, żeby być dla chłopaków jak typowe dziewczyny takie słodkie idiotki. Przynajmniej przekonamy się co o nas myślą, a my będziemy mieć radochę.
- Ale ja już wiem co on o mnie myśli - warknęłam - po za tym idę z nim dzisiaj na randkę, muszę się jakoś zachowywać.
- To doskonały czas - powiedziała pewnie.
- Czegoś ty się naćpała? - zapytała Liv.
- Albo czegoś naczytała? - dodałam.
- Albo ileś tego się naczytała? - dorzuciła dziewczyna. Ta jedynie uśmiechnęła się nieznacznie. Pokręciłam głową i wyszłam z łazienki, skierowałam się w stronę chłopaków. Przewróciłam oczami, kiedy zobaczyłam TEN uśmiech mojego chłopaka. Objął mnie w talii i cmoknął w skroń. Westchnęłam. Kto mi kazał się zachowywać jak idiotka? Jen. Czemu się na to zgodziłam? Nie mam pojęcia.
*po lekcjach*
Za dwie godziny idę na randkę z Zaynem. Stanęłam przed szafą i patrzyłam na moje ubrania. Zagryzłam wargę i szukałam czegoś odpowiedniego. Wysłałam dziewczynom SMSa żeby zjawiły się zaraz u mnie. Wyciągnęłam sukienkę, którą jeszcze nigdy nie miałam na sobie. Weszłam do łazienki, gdzie wzięłam prysznic, zrobiłam makijaż i pokręciłam włosy. Założyłam wybranie ubranie. Wyszłam z pokoju gdzie były już moje przyjaciółki.
- WOW! - wydobyło się z ust Liv.
- Rose, jak ty wyglądasz? - zapytała Jen z szeroko otwartymi oczami.
- Źle? To ja się pójdę przebra...
- Oszalałaś? Wyglądasz zniewalająco. Zaynowi szczęka opadnie. - przerwała mi z wielkim bananem na twarzy.
- Tylko jeszcze buty - podała mi parę Liv, którą szybko założyłam. Były to zwykłe balerinki. Dziewczyny życzyły mi powodzenia, kiedy rozległo się pukanie do moich drzwi. Wzięłam głęboki oddech i otworzyłam.

~Jenny~

Kiedy opuściłam pokój Rose od razu skierowałam się do mojego. Weszłam i położyłam się na łóżko. Odetchnęłam przymykając oczy. Nagle zaczęłam słyszeć jakieś głosy. Wstałam i zaczęłam rozglądać się po pokoju. Spojrzałam w lustro, które wisiało nad biurkiem. Zauważyłam kogoś za sobą. Gwałtownie się obróciłam, aby to sprawdzić. Na szczęście nikogo nie było. Odwróciłam się do lustra. Przed oczami miałam różne urywki wydarzeń. 5 czy 6 mężczyzn szło w stronę wielkich drzwi. W środku znajdował się tron. Widziałam także jaskinie oświetloną jedynie blaskiem księżyca. W głębi skały znajdowała się korona z gablotą. Na dnie oceanu, niedaleko jakiegoś zamku było wbite berło, czy coś w tym stylu. Na skale stał jakiś człowiek. Niestety nie widziałam jego twarzy, ponieważ miał na sobie kaptur. Otrząsnęłam się słysząc pukanie do drzwi. Po cichym "proszę" Liam wszedł do środka. Na przywitanie przytuliłam go.
-Cześć kochanie.-cmoknął mnie w czubek głowy.
-Hej.-uśmiechnęłam się uroczo.-Co cię do mnie sprowadza?
-Sama twoja osoba.-zaśmiał się, po czym czule pocałował.
-Kręcisz coś Payne, mów.
-Może lepiej usiądziesz?
-Niby dlaczego? To co chcesz mi powiedzieć jest tak zniewalające?-uniosłam brew.
-Możliwe...-mruknął.
-Powiesz w końcu? Czy mam zawołać Dan'a albo wyciągać Rose z randki?
-Okej...-westchnął i wtopił wzrok w ścianę.-Moi rodzice chcą cię poznać.-podrapał się po karku.
-Że co? Jak to chcą poznać?
-No normalnie. Chcą wiedzieć czy... jesteś dla mnie odpowiednia?
-A ty jak uważasz? Jestem dla ciebie odpowiednia?-oplotłam ręce wokół jego szyi.
-Jak najbardziej.-pocałował mnie.
-Hmm...-mruknęłam kiedy się od siebie oderwaliśmy.-Polubią mnie?
-Ja jakoś polubiłem, a nawet pokochałem.-zaśmiał się.
-Co jeśli im się nie spodobam?
-Zakarzą mi się z tobą spotykać.-uśmiechnął się.-Co się nigdy nie stanie.
-Trochę się boję...
-Nie masz czego. Moi rodzice jak na archaniołów z rady są bardzo wyluzowani. Poza tym może poznasz moje siostry.
-Masz siostry?!
-Oczywiście! Obie są ode mnie starsze. Rzadko kiedy bywają w domu, rozumiesz praca i te sprawy. A Ruth jest w ciąży!
-Aż 3 informacje w jednej wypowiedzi.-zachichotałam.
-Jeszcze trochę do pobicia rekordu.-uśmiechnął się cwaniacko.
Wtuliłam się w niego i zaciągnęłam się jego zapachem. Zapachem mięty, męskich perfum i grejpfruta.

~Dan~

Napisałem do Olivii SMS'a o treści:
-"Chcesz się spotkać?"
-"Pewnie, kiedy?"
-"Za 5 minut w tej mniejszej szklarni?"
-"Okej zaraz będę!"
Oczywiście pisząc z nią siedziałem na ławeczce przy owej szklarni. 
Liv jest naprawdę fajną dziewczyną. Nie wiem dlaczego wcześniej jej nie zauważałem. Po tym co powiedziała mi Rose... mam całkiem inne podejście do niej.
Rozejrzałem się dookoła. Niedaleko zobaczyłem jak brunetka zmierza w moim kierunku. Wstałem i przytuliłem ją na przywitanie. Bez słowa pociągnąłem ją w stronę szklarni. Usiedliśmy na schodach, które prowadziły na drugie piętro.
-Chcesz coś zobaczyć?-zapytałem z uśmiechem.
-Jasne.-uśmiechnęła się słodko.
Wziąłem do ręki liść pokrzywy i ścisnąłem ją w dłoni. Wypowiedziałem ciche słowa pod nosem, a w dłoni poczułem mrowienie. Otworzyłem pięść i zamiast pokrzywy była biała róża. Liv uśmiechnęła się z zachwytu. Podałem jej kwiat, a ona spytała:
-Jak ty to zrobiłeś?
-Victorius mi pokazał.
-Jest piękna...-zaciągnęła się zapachem róży.
-Tak jak ty...-szepnąłem, jednak na tyle głośno, aby usłyszała.
Na moje słowa zarumieniła się i wyglądała jeszcze piękniej. Chciałem wykorzystać moment, więc zbliżyłem twarz do niej, a ona zrobiła to samo. Kiedy nasze usta miały się połączyć usłyszałem trzask, jakby ktoś nadepnął na suchą gałąź. Odwróciłem się w kierunku dźwięku, a do moich uszu dobiegło westchnięcie zrezygnowanej Olivi.

9 komentarzy:

  1. Świetny rozdział!!!!! Czekam na nexta Dominika :*

    OdpowiedzUsuń
  2. cud miód i malina :D czekam na nexta :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Zajebisty rozdział <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozdział zajebisty!
    Rodzice Liama chcą poznać Jenny?! Wow
    Zayn i Rose są uroczy! *-*
    Kurde zawsze musi ktoś przerwać Danemu i Olivii :/
    Czekam na następny!
    Kocham :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny rozdział czekam na next ~cleo

    OdpowiedzUsuń
  6. Zajebisty! Czekam na next <3

    OdpowiedzUsuń
  7. [Przepraszam za SPAM]
    Chciałabym cię zaprosić na moje opowiadanie :)
    http://love-the-way-you-lie-fanfiction.blogspot.com/
    [...] Następnym razem, kiedy będę wkurwiony walnę pięściami w ścianę
    Następnym razem. Nie będzie następnego razu
    Przepraszam, chociaż wiem, że to tylko kłamstwa
    Mam dość gierek, chcę ją po prostu odzyskać
    Wiem, jestem kłamcą
    Kurwa, jeśli ona znów spróbuje odejść
    Przywiążę ją do łóżka i podpalę dom

    OdpowiedzUsuń
  8. No supeeer! czekam na rozwinięcie akcji !

    OdpowiedzUsuń
  9. Kiedy kolejny rozdział???? Rozdział zajeb.... czekam na nexta

    OdpowiedzUsuń