czwartek, 17 lipca 2014

Rozdział 8

~Jenny~

Rozglądałam się uważnie. Wyszłam na balkon, aby mieć większą widoczność. Nic już nie słyszałam. Poczułam ręce na biodrach i ciepły oddech na karku. Odwróciłam się w stronę Dan'a.
-Słyszałeś to?-zapytałam rozglądając się.
-Ale co?-zdziwił się.
-No te krzyki...-ponownie ktoś krzyknął.
Wyrwałam się z objęć Dan'ego. Zeskoczyłam z balkonu i pobiegłam w stronę przeraźliwych wrzasków. Zatrzymałam się przy jednym z krzaków. Patrzyłam na całą sytuację, która działa się kilka kroków ode mnie. Jakaś dziewczyna leżała na ziemi i krzyczała. Dwóch mężczyzn stało nad nią. Jeden trzymał ręce w taki sposób jakby ją... czarował?
-Co ty wyprawiasz?!-warknął do mojego ucha, przez co lekko podskoczyłam.
-Zwariowałeś?! Nie strasz mnie! I bądź cicho.-burknęłam w jego stronę.
Przysłuchiwałam się każdemu słowu.
-Przestań się drzeć!-warknął na nią wyższy z mężczyzn.-Bo ktoś usłyszy!
-Przestań... proszę...-błagała.
-Będziesz gadać?-skinęła głową.
Mężczyzna pokiwał głową do drugiego, aby przestał. Posłusznie posłuchał. Opuścił ręce i skrzyżował je. Dziewczyna powoli wstała.
~Dan, zaśpiewaj.-wysłałam do jego głowy.
~Po co?
~Pomyśl logicznie! Jak zaśpiewasz pieśń usypiającą złapiemy ich i zaniesiemy do Victorius'a!
~Okej, okej...-westchnął.-Ale zatkaj uszy, bo ty też mi zaśniesz...-zaśmiał się.
Zatkałam szybko uszy, a z ust Dan'a wydobywały się słowa pieśni. Wszyscy spojrzeli po sobie. Dziewczyna zakołysała się i upadła na ziemię. Drugi z mężczyzn również zrobił to co dziewczyna. Pierwszy rozejrzał się dookoła. Chwiejnym krokiem zaczął podchodzić w naszą stronę. Dwa kroki przed nami upadł. Dan przestał śpiewać i podszedł do mężczyzny. Po chwili znalazłam się obok niego.
-Jak długo będą spać?-zapytałam pochylając się nad mężczyzną.
-Jakieś 3-4 godziny.
Podeszłam do leżącej dziewczyny. Odgarnęłam włosy z jej twarzy. To była Karen. Zwykła anielica. Pochodziła z szlacheckiej rodziny. Siedziałyśmy razem na lewitacji.
-Jenny, Dan? Co się tu stało?-podszedł do nas dyrektor z grupą nauczycieli.
-Usłyszeliśmy krzyki i jak przyszliśmy to tak już było.-odezwał się Dan.
~Co ty gadasz? Przecież ty ich uśpiłeś!-powiedziałam do niego w myślach.
~Nikt nie może dowiedzieć się jaki mam dar, jasne?
-Chodźcie ze mną, Cynthio zabierz uczennicę i naszych nieproszonych gości...-rzekł i odszedł.
Podążyliśmy za nim. Udaliśmy się do gabinetu dyrektora. Usiedliśmy na krzesłach przy biurku, a Victorius na przeciwko. Złożył ręce i oparł się łokciami o biurko.
-Powiedziecie mi prawdę, dobrze? Nikt się o tym nie dowie.
-Bo...-zaczęłam, ale Dan mi przerwał.
-Usłyszeliśmy krzyki, przybiegliśmy na to miejsce i obserwowaliśmy ich, usłyszeliśmy jakiś głos, rozpoznałem, że to pieśń usypiająca i zatkaliśmy uszy, aby nie poddać się czarą piosenki...
-Poczekaj, skąd wiedziałeś, że to właśnie ta pieśń?-przerwał mu.
-Czytałem o niej trochę.-odpowiedział pewnie.
-Słowa znają tylko ci, którzy potrafią ją zaśpiewać. Po uśnięciu nie pamiętasz słów.-blondyn spuścił wzrok.-Znasz je, prawda?-chłopak nie odpowiadał.-Wiesz co to znaczy?
-Nie jestem pewien...
-Jesteś wcieleniem lub potomkiem jednego z braci Apollo.
-Co to znaczy?-wyrwałam się.
-Każdy w radzie zna historię o braciach. Thomas'ie i Jeremy'm. A zaczęło się to tak:

~***~

Bracia Apollo żyli przed wojną z upadłymi. Obydwoje byli archaniołami. Ich rodzina była jedną z najpotężniejszych. Byli bliźniakami. Jak zwykle w rodzeństwie jest tak, że ktoś jest "gorszy". Tak było w ich przypadku. Jeremy w akademii był najlepszym uczniem, Thomas ledwo ukończył tu naukę. Był jednak dobrym aniołem. Bracia mieli ten sam dar: znali pieśń usypiającą i potrafili z niej korzystać. Oby dwoje mieli nieskazitelny głos i czystą barwę. Jeremy spisał tekst i chciał kiedyś podarować ją swoim wnuką. Kopię oddał swemu bratu, aby ten również mógł uczynić to samo. Oba teksty zostały ukryte. 
Jeremy poznał pewną anielicę o imieniu Deliah. Pochodziła ona z równie potężnej, szlacheckiej rodziny. Po jakimś czasie wzięli ślub. Thomas, który nadal szukał swojej drugiej połówki na weselu brata zaintrygowała go tajemnicza kobieta. Piękna czarnowłosa zwała się Ines. Spotykali się od dłuższego czasu. Miała ona na niego zły wpływ. Thomas i Ines zeszli na ziemię, aby tam rozpocząć dalsze wspólne życie. Wybranka Thomas'a okazała się upadłą, a jej ojciec ich przywódcą. Ines przeciągła brata na mroczną stronę. Wkrótce miała się rozpocząć pierwsza walka między aniołami, a upadłymi. Wojna ta była wyjątkowo krwawa. Thomas wraz z Ines walczyli najsilniej. Deliah zabiła Ines na oczach Thomas'a. Rozwścieczony brat zaśpiewał pieśń, ale z taką nienawiścią, że żona Jeremy'ego zasnęła na wieki. Niestety Thomas zginął właśnie z ręki brata. Zrozpaczony Jeremy rozszczepił swoją duszę i zamknął razem z tekstem. Przez wiele tysięcy lat, nikt, a nikt nie posiadał tego samego daru co bracia.

~***~


-Niektórzy myślą, że Jeremy i Deliah mieli dziecko, które ukryli na ziemi by nic mu nie groziło.
-Czyli możliwe, że jestem prawnukiem Jeremy'ego?
-Lub jego wcieleniem, ponieważ jego dusza uleciała już kilka tysięcy lat temu. Jest jeszcze coś... Thomas miał córkę.
-I co z tego?-zapytałam.
-Jego córka miała syna.
-Nadal nie rozumiem.
-Prawie dwa tysiące lat temu doszło do kolejnej walki. Tam wnuk Thomas'a był przywódcą upadłych. Ojciec Rose zabił go, ale z skutkiem ubocznym. Rose nie wiem jakim sposobem otrzymała część mocy od niego. Przez to jej skrzydła są takie jakie są. Ma w sobie coś co zakończy wojnę albo na naszą korzyść, albo na ich. Mówiłem to już Zayn'owi i teraz mówię to wam. Dan, jeśli jesteś prawnukiem Jeremy'ego możliwe będzie, że upadli będą chcieli ciebie i Rose przeciągnąć na swoją stronę. Musicie się trzymać razem. Macie nawzajem się strzec, jasne?
-Oczywiście.-odpowiedzieliśmy wspólnie.
-W szkole na razie nic wam nie grozi, a teraz wracajcie do swoich pokoi.
-Dobrze.-powiedziałam i wstałam.
Podeszliśmy do drzwi i wyszliśmy. Całą drogę do akademika nie odzywaliśmy się do siebie. Zadawałam sobie wiele pytań. Wiedziałam tylko jedno... niedługo dojdzie na pewno do czegoś drastycznego.

~Liam~

*W tym samym czasie*
Zapukałem delikatnie trzy razy. Nikt nie otworzył. Uchyliłem lekko drzwi. Miałem ograniczoną widoczność, więc wszedłem do środka. Przebiegłem wzrokiem po każdym kącie pokoju. Moje spojrzenie przykuło się do Jenny i Dan'ego. Była odwrócona do niego plecami i oglądała całą szerokość kampusu. Dan podszedł do niej i chwycił w pasie. Jen zaskoczona odwróciła się twarzą do niego. Spojrzała mu w oczy. Szybko wyszedłem z pomieszczenia. Nie chciałem na to patrzeć. Na to jak się całują.
Jak ona mogła mi to zrobić?! Najpierw mówi mi, że jestem dla niej ważny i zależy jej na mnie, a później? Obściskuje się z Dan'ym! Nie jesteśmy razem... ale ja ją kocham. Stop! Ja nie mogę jej kochać! Jeśli to będzie miłość nieodwzajemniona i zrobię coś głupiego to... stanę się upadłym. Muszę przestać myśleć o Jen. Przynajmniej do czasu jak będzie już gotowa.
Udałem się na kampus. Zobaczyłem, że Jenny biegnie, a Dan za nią. 
O co chodzi? Dlaczego ona ucieka? Najpierw się całują, a później ona zeskakuje i biegnie? Trochę durne, prawda?
Poszedłem w ich ślady. Przystanąłem parę metrów od nich. Nagle do moich uszu dobiegły krzyki. Wtedy kompletnie nie wiedziałem co jest grane. Patrzyłem na nich z daleka. Po paru chwilach się poddałem. Udałem się w drugą stronę. Z daleka słyszałem jakiś głos. Stawał się coraz głośniejszy. Moje oczy powoli się zamykały. Zatkałem szybko uszy i pobiegłem do swojego pokoju. Na szczęście moja komnata znajduje się bardzo blisko wyjścia. Zamknąłem drzwi. Powoli podszedłem do łóżka. Usiadłem, po czym zamknąłem oczy.

~Dan~

Po odprowadzeniu Jen do jej pokoju cofnąłem się do gabinetu dyrektora. Musiałem mu coś ważnego powiedzieć, a przede wszystkim dowiedzieć się prawdy. Zapukałem do drzwi, a po cichym "proszę" wszedłem do pomieszczenia.
-Dan? Coś się stało?-zapytał odkładając długopis.
-Nie chciałem rozmawiać o tym przy Jenny...-westchnąłem.-Ponad tydzień temu na przerwie śniadaniowej:...

~*~*~*~
Zaspałem. Szybko się ubrałem i spakowałem. Wyszedłem z akademika. Przechodząc przez kampus ktoś chwycił mnie za ramię i zaciągnął do jakiegoś ciemnego rogu. Był to mężczyzna w czarnym stroju z kapturem na głowie.
-Witaj Dan dawno się nie widzieliśmy.-zaśmiał się.-Jakieś 12 lat?
-Kim jesteś?-zapytałem.
-Byłeś mały, więc może mnie nie pamiętasz.-ściągnął kaptur.-Collin, mówi ci coś to imię?-uśmiechnął się złośliwie.

~***~
Miałem pięć lat. Siedziałem w ogrodzie razem z mamą, bawiąc się zabawkami. Nagle ktoś zapukał do drzwi tarasowych. Rodzicielka pewnie podeszła i otworzyła gościowi wejście. Mężczyzna o kruczoczarnych włosach zaczesanych do góry wepchnął się do ogrodu.
-Witaj Cindy.
-Collin?! Co ty tu robisz?!
-Przyszedłem odwiedzić chrześniaka i złożyć kondolencję z powodu mojego brata...-zaśmiał się złośliwie.
Tak mój ojciec zmarł. Pogrzeb odbył się dwa dni wcześniej.
-Nigdy nie miałeś do nas szacunku, wynoś się!
-Dobrze, a my Dan się jeszcze kiedyś spotkamy...-uśmiechnął się groźnie i odszedł.
Mama upadła na kolana i zaczęła płakać. Podbiegłem do niej, po czym przytuliłem.
~***~

Spojrzałem na niego pytająco. On uśmiechnął się i powiedział:
-Trochę jednak pamiętasz. Tak jak obiecałem spotkaliśmy się.
-Kim jesteś?
-Jestem twoim wujkiem, Dan.
-Tata nie miał brata...-powiedziałem łamliwym głosem.
-Miał, przyrodniego. Twój ojciec był człowiekiem, ale ja już nie. Mieliśmy tą samą matkę, ale dwóch ojców. Jack'a był człowiekiem, a mój upadłym. Sam nim teraz jestem.-zaśmiał się zuchwale.
-Po co mi to mówisz? I czego ode mnie chcesz?
-Mówię ci to abyś znał prawdę o swojej rodzinie. Chcę ci również powiedzieć coś jeszcze.
-Słu-u-chaam..-powiedziałem nie pewnie.
-Twoja śmierć nie była przypadkowa, została zaplanowana przez upadłych. 
-Co?!-krzyknąłem zaskoczony.-Po co to zrobili?!
-Nie skończyłem! Zrobili to bo wiedzieli jaki masz dar. Chcieli abyś stał się aniołem i z ich pomocą przeszedł na stronę upadłych.
-Dlaczego mi to mówisz? Przecież też jesteś upadłym!
-Nie jestem jednym z nich. Spotkamy się jeszcze, niedługo. Jeśli ktoś będzie chciał ci coś powiedzieć, na przykład, że każdy ma przeznaczenie, a twoim jest być po stronie upadłych, nie wierz im. Nikomu nie ufaj, każdy cię może zdradzić.
Rozłożył swoje czarne skrzydła i odleciał. Patrzyłem się długo w niebo. Gdy zadzwonił dzwonek oprzytomniałem i udałem się na lekcję.

~*~*~*~

-Trzy razy proponowano mi abym przeszedł na ich stronę. Kłamali, że mój ojciec był upadłym, który poświęcił się dla nich. 
-Skąd wiesz, że kłamali?
-Moje skrzydła są białe, więc nie mógłbym mieć taty upadłego, poza tym jestem człowiekiem bez skazy, bo przeszedłem test, prawda?
-Jesteś niesamowicie spostrzegawczy. Jak ty to robisz?
-Samo jakoś wychodzi.-zaśmiałem się.
-Wróć już do swojego pokoju i nie zapomnij co powiedziałem tobie oraz Jenny.
Uśmiechnąłem się do dyrektora, po czym udałem się do swojego pokoju.

~Rose~
Obudziłam się jeszcze przed budzikiem. Spojrzałam na zegarek... 7.16. Przetarłam rękami twarz i ociężale wstałam z łóżka. Skierowałam się do łazienki, gdzie pozbywając się mojej piżamy weszłam pod prysznic. Chłodna woda skutecznie rozbudziła moje ciało. Opatuliłam się miękkim ręcznikiem i stanęłam przed lustrem. Zwykła dziewczyna, która niczym nie różni się od innych, a nie przepraszam, jestem o wiele brzydsza, niż wszystkie inne. Tak wiem, mam wiele kompleksów. Rozczesałam włosy i pozwoliłam im swobodnie opadać na moje ramiona. Zrobiłam delikatny makijaż i założyłam na siebie bieliznę. Następnie ubrałam zielone rurki, do których włożyłam białą koszulę i do tego biało-czarno-zielone air max'y. Wyszłam z łazienki, spakowałam potrzebne na dzisiaj zeszyty i wyszłam z pokoju. Kierowałam siew stronę stołówki, kiedy poczułam jak "ktoś" wciąga mnie w ciemny korytarz. Chciałam zacząć krzyczeć, jednak czyjaś ręka zasłoniła moje usta. 
- Nie będziesz krzyczeć - usłyszałam zachrypnięty głos obok mojego ucha. Pokiwałam głową. Mężczyzna mnie puścił. Odwróciłam siei zobaczyłam Damona. 
- Co ty tutaj robisz? - warknęłam. 
- Grzeczniej kochanie. - spojrzał w moje oczy. 
- Idź i odczep się ode mnie. Zostaw mnie w spokoju i powiedz tym swoim kolegą, że mają się ode mnie odczepić - powiedziałam twardo. Widziałam jak jego źrenice zwiększają siei natychmiast powracają do pierwotnego stanu. 
- Miło cię było spotkać Rose - rozłożył skrzydła i już go nie było. Zamrugałam kilka razy. Co to było, do cholery? Zdezorientowana zrezygnowałam ze śniadania i udałam się w stronę zagrody. Dawno nie odwiedzałam Kardriga. Weszłam do środka i zabierając wcześniej marchewkę i jabłko skierowałam się do odpowiedniego przedziału. Uchyliłam lekko drzwi i spokojnie weszłam do środka. Jednorożec na mój widok podniósł się do góry i radośnie prychnął. Podbiegł do mnie, przez co mogłam go spokojnie objąć i cieszyć się z tej chwili. 
- Mam dla ciebie jabłko i marchewkę. Następnym razem może coś lepszego przyniosę. - uśmiechnęłam się lekko i usiadłam pod jedna ze ścianek.  Kardrig ułożył się obok mnie, tak, że mogłam się o niego oprzeć. 
~ Co cię trapi? - usłyszałam w głowie. Udało mi się nawiązać telepatyczną więź między mną a jednorożcem. 
~ Sama nie wiem. Mam wrażenie, że moi najbliżsi coś przede mną ukrywają. Co prawda tego nie widać, ale czuję to. - odpowiedziałam. 
~Jesteś więcej warta niż ci się wydaje, Rose. Nadejdzie czas, kiedy to ty będziesz musiała dokonać najważniejszych wyborów. - pokiwałam głową. 
~ Dzisiaj zdarzyło się coś dziwnego. W szkole był Damon, jednak zanim zdążył coś powiedzieć to odszedł. Nie wydaje mi się żeby zrobił to z własnej woli. 
~Słyszałaś kiedyś o perswazji? - pokiwałam przecząco głową - Perswazja polega na kontroli umysłu. Na ogół przez spojrzenie, kiedy patrzysz swojej potencjalnej ofierze w oczy hipnotyzujesz ją i sprawiasz, że robisz wszystko to co chcesz. 
~ Rozszerzone źrenice, które szybko powracają do swojej pierwotnej formy? 
~ Tak. 
~ Tak było z oczami Damona. Jego źrenice rozszerzyły się i powróciły do swojej formy, po czym pożegnał się i odleciał. 
~ To twój kolejny dar, Rose. Nie zmarnuj go. - uśmiechnęłam się i pokiwałam głową. 
~ Co powiesz, na przejażdżkę? - usłyszałam po chwili. Spojrzałam na niego pytająco. ~ No chodź, będzie fajnie. - uwierzycie, że jest to zwierze w dodatku takie, które robi za to mądre i odpowiedzialne? Bo ja nie. Niepewnie wstałam i podążyłam za Kardrigiem. Wyszliśmy poza teren zagrody. Jednorożec usiadł na ziemi, na co spojrzałam na niego pytająco. 
~ Wskakuj, przejedziemy się. - usłyszałam. Z lekkim ociąganiem usiadłam na jego grzebiecie. Wstał na równe nogi. Złapałam się go mocniej i przychyliłam się do przodu. Z jego łopatek rozpostarły się piękne, błyszczące białe skrzydła. Byłam nimi oczarowana. Pobiegł szybko do przodu i wzbił się w powietrze. Uczucie było niesamowite. Kiedy już szybowaliśmy w górze uniosłam się lekko i trzymając się jego karku podziwiałam wszystko z lotu.
~ I jak? - zapytał.
- Niesamowicie - zaśmiałam się.
~ Trzymaj się mocno. - złapałam jego szyję i objęłam ją ramionami. Zaczęliśmy zlatywać w dół, kiedy metr od ziemi odbił w górę i spokojnie podszedł do lądowania. Mówiąc szczerze, mało mi serce gardłem nie wyszło. Jednorożec zatrzymał się i usiadł. Zeszłam z jego grzbietu i usiadłam obok. Pogłaskałam go po głowie.
- Latasz jak wariat - skwitowałam, na co prychnął i zaczął się chichrać. Czujecie to, tak wiecie po koniowemu. - Powinnam już iść. Znów opuszczam lekcje, a teraz pewnie mam Magiczne Istoty. Pokiwał głową. - Do zobaczenia wariacie. - pomachałam i udałam się do szkoły. Akurat zadzwonił dzwonek i weszłam do klasy. Usiadłam na swoim stałym miejscu obok Jenny.
- Hej - przywitałam się.
- Cześć, a ty co taka roześmiana? - zapytała podejrzliwie.
- A tak jakoś. - wzruszyłam ramionami. - Musimy dzisiaj skończyć projekt, co powiesz po lekcjach?
- Okey, u mnie, czy u ciebie?
- Wpadnij do mnie. - pokiwała głową. W tym momencie do klasy weszła profesorka.
Lekcja minęła zadziwiająco szybko. Po dzwonku wyszłyśmy z klasy i każda poszła w kierunku swojej sali. Po drodze podszedł do mnie Zayn.
- Cześć Rosie, gdzie byłaś przez cały poranek. Nie było cie na stołówce i na 3 lekcjach. - powiedział.
- Cześć, nie byłam głodna. Wiesz, że twój kuzyn był tu rano? Nawet rozmawialiśmy.
- Rose, o czym ty mówisz? Damon tu był?
- Tak, miło sobie pogawędziliśmy i poszedł. Właściwie to odleciał. - wzruszyłam ramionami.
- Nie powinnaś nim rozmawiać. - złapał mnie za łokieć tak, że odwróciłam siew jego stronę.
- Dlaczego? - zapytałam.
- To niebezpieczne - odparł.
- Co jest niebezpieczne, czemu mam z nim nie rozmawiać? - zapytałam hardo.
- Co chciał?
- Nie odpowiedziałeś na moje pytanie. - warknęłam.
- Nie mogę ci powiedzieć. - szepnął zrezygnowany.
- No właśnie. - odwróciłam się i ruszyłam przed siebie.
- Co "no właśnie"? - zapytał dotrzymując mi kroku.
- Nie możesz mi powiedzieć, masz przede mną tajemnice. A co najlepsze myślisz, że tego nie widzę. Tych ukradkowych spojrzeń między tobą, Jenny i Dany'm. Okey, jeśli macie jakieś sekrety to sobie miejcie. Tylko ja nie chcę w tym brać udziału. Z tego co wiem, to w przyjaźni nie ma tajemnic. - warknęłam mu patrząc prosto w oczy.
- Rosie, ja... - zaczął.
- Co Rosie? Co Rosie? Ja mam już dość tego wszystkiego. Nie jestem jakąś zabawką, żebyś mógł sobie robić co chcesz i uważać, że tak jest fajnie. Mówiłam już nie chcę litości.
- Proszę... - szepnął
- O co? O co mnie prosisz Zayn? Żebym zrozumiała? Nie, nie mogę zrozumieć, że ktoś mi bliski mnie okłamuje. Daj mi spokój. - warknęłam i odwróciłam się.
- Rose - krzyknął za mną.
- Daj mi święty spokój - powiedziałam jeszcze. W tym momencie zadzwonił dzwonek i weszłam do klasy. Nerwy we mnie wrzały, a ja nie mogłam się uspokoić.
- Co już cię nie chce? - usłyszałam przesłodki głos Monic. - Szybko poszło.
- Przymknij się - warknęłam, na co ta cała aż poczerwieniała na twarzy. Podeszła do mnie i chwyciłam mnie za koszulę.
- Posłuchaj...
- Nie to ty posłuchaj. Nie wiem za kogo się uważasz, ale musisz wiedzieć jedno:  jesteś nikim. Wszyscy mając cie w głębokim poważaniu i nie obchodzi ich co myślisz i co uważasz. Co zastraszysz mnie? Nie boję się ciebie. - powiedziałam patrząc jej w oczy. Widziałam jak palą się w nich ogniki. Poczułam ból w ciele, ale starałam się zacisnąć zęby.
- Ty. Mała. Parszywa. Larwo. Chyba. Nie. Wiesz. Z. Kim. Rozmawiasz. - warknęła w moją stronę.
- Doskonale wiem. Myślisz, że jak twój tatuś zasiądzie w radzie to jesteś kimś? Przykro mi, ale na to miano trzeba sobie zasłużyć. - prychnęłam. Ból się nasilił. Machnęłam gwałtownie ręką, tak, że Sue przewróciła się, przez nagły podmuch wiatru. Odepchnęłam od siebie panienkę Richardson.
- Mój ojciec przynajmniej żyje i walczy jak na prawdziwego Archanioła przystało, nie zadaje się z parszywymi ludźmi, którzy nawet nie wiedzą co się dzieje w okół nich. Jesteś taka sama jak matka. - zaśmiała mi się w twarz. Zacisnęłam mocno pięści, a cała klasa stanęła w płomieniach. Odepchnęłam ją na przeciwległą ścianę i przygwoździłam do niech.
- Nic nie wiesz na temat mojej rodziny. Nie masz najmniejszego prawa w ogóle cokolwiek na jej temat mówić. Rozumiesz? - warknęłam, czułam jak przepełnia mnie rozpacz. Ból, złość, nienawiść. Wszystkie negatywne emocje. Chciałam płakać, jednak nie mogłam.
- Rose - usłyszałam gdzieś z lewej strony. Spojrzałam w tamtym kierunku. Stali tam moi "przyjaciele" i John Victorius. - Rose, proszę uspokój się. - powiedział spokojnie mężczyzna. Spojrzałam na Monic, która nie mogła się ruszyć. Następnie na każdego po kolei. Zayna. Jenny. Liama. Danego, Liv, Johna. Byliśmy tylko my, Monic i jej świta. Złączyłam wodę z ogniem przez co wytworzyła się gęsta mgła. Podeszłam do panienki Richardson i złapałam ją za kołnierz.
- Zapomnisz o wszystkim co się tutaj wydarzyło. - powiedziałam patrząc w jej oczy, których źrenice rozszerzyły się i powróciły do swojego naturalnego stanu. To samo powtórzyła z jej przyjaciółkami. Rozproszyłam mgłę. Spojrzałam na nich wszystkich. Byli przerażeni. W następnej chwili była tylko ciemność.
~John~
- Więcej niż nam się wydaje. - szepnąłem do siebie. - Tylko co to oznacza.
Drzwi do mojego gabinetu gwałtownie się otworzyły, a w nich stanęła Jenny Richardson.
- Jenny? Co ty tutaj robisz? - zapytałem.
- Rose - szepnęła - ona się nie kontroluje. - szybko wybiegliśmy stamtąd kierując siew stronę sali od eliksirów. Stała tam już profesorka.
- Co się dzieje? - zapytałem kobiety.
- Rose tam jest, a wraz z nią Monica Rochardson, Sue Barymore oraz Stacy Milik. Musimy coś szybko zrobić, bo dojdzie do nieszczęścia. - powiedziała. - Nie dałam rady tam wejść. Ogień jest w każdym miejscu.
Pokiwałem głową w geście zrozumienia. Otworzyłem drzwi za pomocą zaklęcia i zobaczyłem płomienie Kiedy lekko zelżały wszedłem do środka, a zaraz za mną przyjaciele dziewczyny.
- Rose - powiedziałem spokojnie. Dziewczyna była nie do poznania. Zamiast jej lewej dłoni był ogień, a zamiast prawej woda. Jej oczy były jakby za mgłą. Dziewczyna spojrzała na nas - Rose, proszę uspokój się - powiedziałem. Ta zaś znów spojrzała na Monicę, następnie na nas. Klasnęła w dłonie przez co wytworzyła się gęsta mgła. Nic przez nią nie było widać. Po kilku chwilach rozproszyła ją. Po raz pierwszy widziałem aż taką złość, która została skontrolowana. W jednej chwili dziewczyna osunęła się na ziemię. W porę złapał ja Zayn.
- Co z nią? - zapytał, trzymając brunetkę w ramionach.
- Zużyła za dużo sił. Musi się zregenerować. Zabierzcie ją na skrzydło szpitalne. - poleciłem. Chłopak pokiwał głową i wraz z przyjaciółmi wyszli z sali. Podszedłem do panienki Richardson, która siedziała zdezorientowana pod ścianą.
- Monic? W porządku? - zapytałem.
- Tak tylko przewróciłam kociołek. Niezdara ze mnie. - powiedziała i spojrzała w moją stronę. Zmarszczyłem brwi.
- Nie wiesz co tutaj się wydarzyło kilka chwil temu? - zapytałem.
- No mówię, przewróciłam kociołek i powstał ogień. - stwierdziła. To samo powiedziały jej przyjaciółki. Perswazja. A więc jednak. 

7 komentarzy:

  1. OMG!
    Dziewczyny macie ogromny talent!
    Ten rozdział po prostu mistrzostwo świata!
    Rose niespodziewałam się że masz aż tyle mocy! Mam nadzieje że dobrze ją Wykorzystasz !
    Liam oni aie nie calowali ! Musisz porozmawiać z Jenny !
    Czekam z niecierpliwością na następny!
    Kocham <3

    OdpowiedzUsuń
  2. O matko! Genialny rozdział!!! Już nie mogę doczekać się następnego!!! Dominika :*
    Zapraszam do mnie http://polishfriends216.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. świetny , czekam na następny <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Nominuję cię do Liebster Award. Jesteś świetna!
    Szczegóły znajdziesz tutaj:
    http://imaginy-zayn-malik.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Zostałyście nominowane do Libster Award ;] Wszelkie info. u mnie na profilu ;p

    OdpowiedzUsuń
  6. Nominuję twojego bloga do Libster Awards wiecej informacji szukaj tutaj -->
    http://hateleadstothelove.blogspot.com/2014/07/libster-awards.html

    OdpowiedzUsuń
  7. +-+ Czekam na next...
    Super <3
    Awwwwww. *-* Zayn i Rose

    OdpowiedzUsuń